piątek, 30 stycznia 2015

Zeswatajmy ich! ~ cz.1

                O siódmej rano zadzwonił budzik. Jak ja go nienawidzę… Powoli otwarłam oczy i rozciągnęłam się na łóżku, przy okazji ziewając.
Ubrałam się w uniform jak zawsze i poszłam na śniadanie.
- To co zwykle. – Rzuciłam do Jerry’ego.
- A może jednak dzisiaj zechcesz zjeść coś innego?
- Zawsze się mnie o to pytasz i zawsze moja odpowiedź brzmi: nie. Poddasz się wreszcie? – Uśmiechnęłam się.
- Nigdy. Przekonam cię, żebyś ruszyła coś innego niż tą sałatę.
- Na sałacie też się da żyć.
- A co ty, królik?
- Ja nie Lavi! – Nabrałam powietrza do ust. Po czym je wypuściłam. – A teraz dawaj tą sałatę, głodna jestem.
Kiedy Jerry podał mi miskę zerknęłam w bok, żeby zobaczyć czy ktoś stoi i… Stał. Lavi. Nie żyję. Patrzył na mnie jakbym mu wybiła całą rodzinę, a jego torturowała dopóki sam nie uciekł. I teraz chce się zemścić.
- A ty, co w takim złym humorze? – Spytałam. Ten zając nigdy się tak nie wkurzał jak mówiłam mu „królik”.
- Nie wyspałem się.
- A to ty się kiedykolwiek wysypiasz? – Spojrzałam na niego pytająco.
- To co zwykle? – Wtrącił się Jerry, a Lavi pokiwał głową.
- Tak. – Wziął liść sałaty z mojej miski.
- Ej! To moje, króliku!
- Teraz już nie. – Pokazał mi język. Popatrzyłam na niego morderczo, a on dalej się uśmiechał. Gdy Jerry dał mu jego śniadanie oboje zaczęliśmy szukać Allen’a wzrokiem.
Po chwili zauważyliśmy białowłosego i poszliśmy w jego stronę.
- Ohayo[1], Allen. – Powiedzieliśmy jednocześnie.
- Ohayo, Ashe, Lavi. – Uśmiechnął się niewinnie. I z nutką niewyspania.
- Rozumiem, że wszyscy są niewyspani.
- Wy też? – Spytał się.
- Lavi tak, a ja zawsze jestem niewyspana. – Cała nasza trójka się uśmiechnęła.
- Swoją drogą to widzieliście Lenalee? – Zapytał Lavi.
- Hm… Jak dobrze pamiętam to dzisiaj miała pomóc Komui’emu. – Stwierdziłam.
- No tak, Komui i jego kompleks młodszej siostry. – Uśmiechnął się i zaczęliśmy jeść. Allen i Lavi zaczęli o czymś rozmawiać, ale ja jak to ja – wolałam myśleć kompletnie o czymś innym.
W pewnym momencie zauważyłam Marie i Mirandę. Rozmawiali o czymś, a Miranda się śmiała. Jakby się tak przyjrzeć, to do siebie pasują.
Chwilę na nich popatrzyłam i wpadłam na genialny plan.
- Czemu oczy ci się świecą? – Spytał Allen, patrząc na mnie pytająco. Po tym pytaniu również Lavi zerknął na mnie z zaciekawieniem. Ja tylko uśmiechnęłam się „niewinnie” (w moim wykonaniu wyglądało to tak, jakbym właśnie wpadła na pomysł jak wykorzystać tą dwójkę siedzącą koło mnie).
- Co ty znowu knujesz?
- Nic takiego. Powiem wam po śniadaniu. Przyjdziecie do mojego pokoju, ne[2]?
- Dobra. – Odpowiedzieli oboje.
Szybko zjadłam moją sałatkę i poszłam do swojego pokoju. Wcześniej mówiąc jeszcze Allen’owi i Lavi’emu, żeby przyszli za dziesięć minut. I spędziłam te dziesięć minut na ogarnianiu pokoju.
Weszli bez pukania i od razu przeszli do rzeczy.
- Więc? O co chodzi? – Zapytał Allen.
- Usiądźcie sobie. – Wskazałam na łóżko. Wykonali moje polecenie i usadowili swoje cztery litery na materacu.
- Powiedz, bo nie wiem czy mam się bać. – Powiedział Lavi.
- Co myślicie o tym, żeby Marie i Miranda byli ze sobą? – Podobnie, do chłopaków, nie owijałam w bawełnę.

***Lavi***
Byłem w szoku. Pytanie Ashe poważnie mnie zdziwiło. Czy ona naprawdę planuje zeswatać tą dwójkę?
- Nudzi ci się? – Spytałem.
- Nie, po prostu twierdzę, że do siebie pasują.
- Ashe… - Westchnął Allen.
- Oj no weźcie! Przecież do siebie pasują! – Przez chwilę wszyscy milczeliśmy. Ashe była naburmuszona.
- Może faktycznie masz rację… - W końcu się odezwałem. – Tylko jak masz zamiar ich zeswatać?
- Allen? – Ashe zwróciła się do białowłosego. – Wchodzisz w to?
- Mam inne wyjście?
- Nie. – Ashe się uśmiechnęła.
- Więc? – Ponowiłem pytanie.
- Mam pewien plan, ale jednak trochę się będziemy musieli namęczyć.
- Kiedyś ci się za to oberwie. – Stwierdziłem.
- Zobaczymy. – Pokazała mi język. – Chodźcie do Jerry’ego.
***Ashe***
Oboje grzecznie wykonali moje polecenie. Cała nasza trójka po chwili znalazła się na stołówce.
- Hej, Jerry. – Uśmiechnęłam się.
- Co was tutaj sprowadza, hm? Jeszcze nie pora na obiad.
- Chcielibyśmy się spytać czy nie brakuje ci produktów żywnościowych.
- Ano, brakuje. Możliwe, że przy apetycie Allen’a zabraknie mi trochę na obiad. – Wszyscy zerknęliśmy na Allen’a.
- Nic na to nie poradzę.
- A co? Chcecie mi pomóc?
- Powiedzmy.
- Co ty znowu knujesz? – Spytał mnie Jerry.
- Czy zawsze muszę coś knuć?
- Tak. Ty zawsze coś knujesz.
- Zamknij się, króliku. – Zerknęłam na niego z mordem. – Chcę zeswatać Marie i Mirandę.
Na te słowa Jerry o mało co nie przywołał wszystkich w Zakonie do stołówki. Przypomniało mi się jak, pierwszy raz spotkał Allen’a.
- Uuaaaaaaa… - Jego głos pomału ucichł, ponieważ Allen i Lavi położyli dłonie na jego ustach.
- Słuchaj, nie możesz się nikomu wygadać, jasne? – Jerry pokiwał głową. – Dasz mi listę zakupów? Wyślę Marie i Mirandę.
Szybko napisał listę zakupów i wręczył mi ją. Kiwnęłam głową na znak „dzięki” i poszłam z dwójką moich towarzyszy poszukać Marie i Mirandy. Na szczęście ostatnio chodzą razem, więc łatwo ich znaleźć.
- Ohayo, Marie, Mirando. – Uśmiechnęłam się, jak twierdzi Lavi, uroczo.
- Ohayo, Ashe. – Odpowiedziała mi Miranda.
- Jerry ma do was prośbę.
- Jaką? – Zdziwiła się Miranda.
- Chciałby żebyście poszli razem na zakupy, ponieważ pomału kończą mu się produkty. Tu macie listę. Tak, więc my się już zwijamy! – Popchnęłam Lavi’ego i Allen’a w stronę mojego pokoju.
- Dlaczego tak szybko zwiałaś? – Spytał Lavi.
- Żeby nie dać im czasu na odpowiedź. Muszą iść razem i już.
- Jak chcesz. Tylko żeby potem się nam nie oberwało.
- Spokojnie, nie oberwie.



[1] Z japońskiego – cześć, hej
[2] Stosowane jako „prawda?”, np. „Przyjdziesz dzisiaj, prawda?”


---
I jak się podoba pierwsza część? ^^ I jakby ktoś miał jakieś wątpliwości: nic nie ćpałam xD
Do napisania! ^w^



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz