sobota, 31 stycznia 2015

Zeswatajmy ich! ~ cz.2

***Miranda***
Wraz z Marie, poszłam na zakupy o które poprosił nas Jerry. Cały czas zastanawiałam się nad tym, dlaczego Ashe, Lavi i Allen tak szybko poszli.
- Martwisz się czymś? – Spytał nagle Marie. Trochę się wystraszyłam.
- A… Nie, tylko myślę nad tą ucieczką Ashe… - Uśmiechnęłam się zakłopotana.
- Może musiała jeszcze coś zrobić?
- Może… Ale Lavi’ego i Allen’a pchała jak najmocniej mogła.
- Nie przejmuj się. Nikt nigdy do końca nie zrozumiał i nie zrozumie Ashe.
- Może masz rację… - Znów się uśmiechnęłam i dalszą drogą rozmawialiśmy o wszystkim i niczym. Kiedy doszliśmy do sklepu i zrobiliśmy potrzebne zakupy, zaczęliśmy powoli wracać do Zakonu.
W połowie drogi… Wywaliłam się!
- Ach, przepraszam, Marie!
- Nic się nie stało, przecież zakupy da się pozbierać. – Uśmiechnął się.
- Przepraszam! Przepraszam! – Byłam bliska płaczu. Siedziałam na kolanach i miałam twarz zakrytą dłońmi. W pewnym momencie Marie położył rękę na moich plecach i mnie głaskał.
***Ashe***
Razem z Królikiem i Allen’em, staliśmy za drzewem i obserwowaliśmy.
- No już! Przytul ją! – Powiedziałam na tyle cicho, żeby Miranda i Marie mnie nie usłyszeli, ale towarzysze tak.
- Tobie się chyba serio nudzi… - Odezwał się Królik.
- Zamknij się, zającu.
- Zając? To już nie jestem królikiem?
- I to ma długie uszy, i to ma długie uszy, więc ja różnicy nie widzę.
- Ale jedno jest udomowione, a drugie nie.
- No, a ty jesteś w połowie taki i, w połowie taki, więc jesteś zarówno królikiem jak i zającem.
- A ty mendą.
- Zające głosu nie mają, więc siedź cicho.
- Mendy też.
- Uspokójcie się! – W końcu wkurzył się Allen. – Przez was straciliśmy Mirandę i Marie z oczu!
- To jego wina!
- Moja?! To TY zaczęłaś, nie ja!
- Ale to ty kontynuowałeś!
- Zachowujecie się jak dzieci… - Westchnął Allen.
- A ty niby z Kandą jesteście lepsi? – Popatrzyłam na niego wrogo.
- Ale to co innego!
- Nie, to dokładnie to samo. – Wtrącił się Królik.
Potem już tylko Królik i Allen zaczęli się kłócić, a ja patrzyłam na boki. Pełno ludzi się koło nas zebrało, ale chyba wszyscy się bali podejść i nas rozdzielić. Nie dziwię się, wokół Allen’a i Królika była ciemna aura wściekłości.
- Ej! Dobra, spokój! Ludzie się na nas gapią… - Na te słowa na chwilę poprzestali się kłócić i rozejrzeli dookoła. – Wracajmy do Zakonu.
Oni kiwnęli tylko głowami i ruszyliśmy w drogę powrotną. Szkoda, że nie udało się do końca obserwować poczynań Mirandy i Marie, ale było blisko. W czasie marszu, pogodziliśmy się.
- Więc co robimy dalej? – Spytał Lavi.
- Hm… Zobaczymy, na razie nie mam pomysłu. Ale na pewno ich zeswatam! – W tym momencie wpadłam na Generała Tiedoll’a i Kandę.
- Ohayo Kanda, Dzień dobry Generale. – Zaczął Allen.
- Co ty knujesz? Kogo chcesz zeswatać? – Na twarzy Kandy malowało się zdenerwowanie.
- Nie twój interes, Kanda. – Odpowiedział za mnie Allen. Znowu się zaczyna.
- Nie ciebie pytam, moyashi[1].
- Mam na imię Allen, baka Kanda[2].
- Oi[3], uspokójcie się. – Wtrącił się Lavi.
- Zamknij się, bo utnę ci łeb! – Krzyknęli jednocześnie.
- Generale Tiedoll, niech pan coś zrobi! – Zwróciłam się do Generała i jednocześnie mistrza Kandy.
- Wybacz, ale nawet ja nie mogę nic zrobić.
- Dobra, więc już nie żyją. – Powiedziałam i stanęłam między Kandą i Allen’em. – Uspokójcie się wreszcie! Kanda, ile ty masz lat? Jesteś starszy od Allen’a, powinieneś dawać mu przykład. Allen, jeszcze niedawno wkurzyłeś się na mnie i Lavi’ego, że zachowujemy się jak dzieci, a teraz sam nie jesteś lepszy. Więc oboje z łaski swej, zamknijcie się.
- Tsk. – Oboje na mnie syknęli (jak zawsze), ale zrezygnowali z kłótni.
- Kogo chcesz zeswatać, Ashe? – Spytał Generał.
- E… A może o tym zapomnimy? – Uśmiechnęłam się blado.
- Tchórz. – Powiedział Kanda.
- Urusai, bakayaro[4].
- Co żeś powiedziała?
- Głuchy jesteś? A nie, czekaj, przepraszam, zapomniałam, że twój mózg myśli powoli. – Na te słowa wyjął Mugen’a.
- Odszczekaj to. – Przyłożył mi katanę do szyi.
- Myślisz, że się ciebie wystraszę? Ja nie Lavi, Allen, Lenalee, ani żaden inny z Zakonu.
- Oi… - Zaczęli wszyscy.
- Zamknąć się! – Krzyknęliśmy oboje, a potem popatrzyliśmy na siebie z mordem w oczach.
- A mnie karci, za kłótnie z Kandą. – Powiedział Allen.
***Allen***
Ashe i Kanda zaciekle się kłócili i nawet Generał ich nie rozdzielił. Ja i Lavi się baliśmy się tej dwójki demonów, a Generał nie potrafił.
W pewnym momencie usłyszeliśmy golema Generała.
- O co chodzi, Komui? – Spytał Generał Tiedoll.
- Są z tobą, Kanda, Ashe, Allen i Lavi, Generale?
- Tak.
- To dobrze. Wysyłamy was do walki z Akumami. Dołączą do was również Marie i Miranda.
- Komui. – Zacząłem. – Ale mamy pewien problem. Ashe i Kanda się kłócą i nie umiemy ich rozdzielić.
- To nie moja sprawa. Sami to załatwiajcie. Wkrótce przyjdą do was Miranda i Marie i powiedzą, gdzie macie ruszać.
- Hai[5]. – Krzyknęliśmy wszyscy.




[1] Z jap. – kiełek fasoli
[2] Z jap. – głupi Kanda
[3] W japońskim używane jako, np. „hej, spokojnie”
[4] Z jap. – Zamknij się, debilu
[5] Z jap. – dobrze


----
Cóż, wiem, że jest mało Mirandy i Marie, ale nic nie poradzę ;w; Tak wyszło...
Ale ogólnie jak się Wam podoba? ^w^
Do napisania!




piątek, 30 stycznia 2015

Zeswatajmy ich! ~ cz.1

                O siódmej rano zadzwonił budzik. Jak ja go nienawidzę… Powoli otwarłam oczy i rozciągnęłam się na łóżku, przy okazji ziewając.
Ubrałam się w uniform jak zawsze i poszłam na śniadanie.
- To co zwykle. – Rzuciłam do Jerry’ego.
- A może jednak dzisiaj zechcesz zjeść coś innego?
- Zawsze się mnie o to pytasz i zawsze moja odpowiedź brzmi: nie. Poddasz się wreszcie? – Uśmiechnęłam się.
- Nigdy. Przekonam cię, żebyś ruszyła coś innego niż tą sałatę.
- Na sałacie też się da żyć.
- A co ty, królik?
- Ja nie Lavi! – Nabrałam powietrza do ust. Po czym je wypuściłam. – A teraz dawaj tą sałatę, głodna jestem.
Kiedy Jerry podał mi miskę zerknęłam w bok, żeby zobaczyć czy ktoś stoi i… Stał. Lavi. Nie żyję. Patrzył na mnie jakbym mu wybiła całą rodzinę, a jego torturowała dopóki sam nie uciekł. I teraz chce się zemścić.
- A ty, co w takim złym humorze? – Spytałam. Ten zając nigdy się tak nie wkurzał jak mówiłam mu „królik”.
- Nie wyspałem się.
- A to ty się kiedykolwiek wysypiasz? – Spojrzałam na niego pytająco.
- To co zwykle? – Wtrącił się Jerry, a Lavi pokiwał głową.
- Tak. – Wziął liść sałaty z mojej miski.
- Ej! To moje, króliku!
- Teraz już nie. – Pokazał mi język. Popatrzyłam na niego morderczo, a on dalej się uśmiechał. Gdy Jerry dał mu jego śniadanie oboje zaczęliśmy szukać Allen’a wzrokiem.
Po chwili zauważyliśmy białowłosego i poszliśmy w jego stronę.
- Ohayo[1], Allen. – Powiedzieliśmy jednocześnie.
- Ohayo, Ashe, Lavi. – Uśmiechnął się niewinnie. I z nutką niewyspania.
- Rozumiem, że wszyscy są niewyspani.
- Wy też? – Spytał się.
- Lavi tak, a ja zawsze jestem niewyspana. – Cała nasza trójka się uśmiechnęła.
- Swoją drogą to widzieliście Lenalee? – Zapytał Lavi.
- Hm… Jak dobrze pamiętam to dzisiaj miała pomóc Komui’emu. – Stwierdziłam.
- No tak, Komui i jego kompleks młodszej siostry. – Uśmiechnął się i zaczęliśmy jeść. Allen i Lavi zaczęli o czymś rozmawiać, ale ja jak to ja – wolałam myśleć kompletnie o czymś innym.
W pewnym momencie zauważyłam Marie i Mirandę. Rozmawiali o czymś, a Miranda się śmiała. Jakby się tak przyjrzeć, to do siebie pasują.
Chwilę na nich popatrzyłam i wpadłam na genialny plan.
- Czemu oczy ci się świecą? – Spytał Allen, patrząc na mnie pytająco. Po tym pytaniu również Lavi zerknął na mnie z zaciekawieniem. Ja tylko uśmiechnęłam się „niewinnie” (w moim wykonaniu wyglądało to tak, jakbym właśnie wpadła na pomysł jak wykorzystać tą dwójkę siedzącą koło mnie).
- Co ty znowu knujesz?
- Nic takiego. Powiem wam po śniadaniu. Przyjdziecie do mojego pokoju, ne[2]?
- Dobra. – Odpowiedzieli oboje.
Szybko zjadłam moją sałatkę i poszłam do swojego pokoju. Wcześniej mówiąc jeszcze Allen’owi i Lavi’emu, żeby przyszli za dziesięć minut. I spędziłam te dziesięć minut na ogarnianiu pokoju.
Weszli bez pukania i od razu przeszli do rzeczy.
- Więc? O co chodzi? – Zapytał Allen.
- Usiądźcie sobie. – Wskazałam na łóżko. Wykonali moje polecenie i usadowili swoje cztery litery na materacu.
- Powiedz, bo nie wiem czy mam się bać. – Powiedział Lavi.
- Co myślicie o tym, żeby Marie i Miranda byli ze sobą? – Podobnie, do chłopaków, nie owijałam w bawełnę.

***Lavi***
Byłem w szoku. Pytanie Ashe poważnie mnie zdziwiło. Czy ona naprawdę planuje zeswatać tą dwójkę?
- Nudzi ci się? – Spytałem.
- Nie, po prostu twierdzę, że do siebie pasują.
- Ashe… - Westchnął Allen.
- Oj no weźcie! Przecież do siebie pasują! – Przez chwilę wszyscy milczeliśmy. Ashe była naburmuszona.
- Może faktycznie masz rację… - W końcu się odezwałem. – Tylko jak masz zamiar ich zeswatać?
- Allen? – Ashe zwróciła się do białowłosego. – Wchodzisz w to?
- Mam inne wyjście?
- Nie. – Ashe się uśmiechnęła.
- Więc? – Ponowiłem pytanie.
- Mam pewien plan, ale jednak trochę się będziemy musieli namęczyć.
- Kiedyś ci się za to oberwie. – Stwierdziłem.
- Zobaczymy. – Pokazała mi język. – Chodźcie do Jerry’ego.
***Ashe***
Oboje grzecznie wykonali moje polecenie. Cała nasza trójka po chwili znalazła się na stołówce.
- Hej, Jerry. – Uśmiechnęłam się.
- Co was tutaj sprowadza, hm? Jeszcze nie pora na obiad.
- Chcielibyśmy się spytać czy nie brakuje ci produktów żywnościowych.
- Ano, brakuje. Możliwe, że przy apetycie Allen’a zabraknie mi trochę na obiad. – Wszyscy zerknęliśmy na Allen’a.
- Nic na to nie poradzę.
- A co? Chcecie mi pomóc?
- Powiedzmy.
- Co ty znowu knujesz? – Spytał mnie Jerry.
- Czy zawsze muszę coś knuć?
- Tak. Ty zawsze coś knujesz.
- Zamknij się, króliku. – Zerknęłam na niego z mordem. – Chcę zeswatać Marie i Mirandę.
Na te słowa Jerry o mało co nie przywołał wszystkich w Zakonie do stołówki. Przypomniało mi się jak, pierwszy raz spotkał Allen’a.
- Uuaaaaaaa… - Jego głos pomału ucichł, ponieważ Allen i Lavi położyli dłonie na jego ustach.
- Słuchaj, nie możesz się nikomu wygadać, jasne? – Jerry pokiwał głową. – Dasz mi listę zakupów? Wyślę Marie i Mirandę.
Szybko napisał listę zakupów i wręczył mi ją. Kiwnęłam głową na znak „dzięki” i poszłam z dwójką moich towarzyszy poszukać Marie i Mirandy. Na szczęście ostatnio chodzą razem, więc łatwo ich znaleźć.
- Ohayo, Marie, Mirando. – Uśmiechnęłam się, jak twierdzi Lavi, uroczo.
- Ohayo, Ashe. – Odpowiedziała mi Miranda.
- Jerry ma do was prośbę.
- Jaką? – Zdziwiła się Miranda.
- Chciałby żebyście poszli razem na zakupy, ponieważ pomału kończą mu się produkty. Tu macie listę. Tak, więc my się już zwijamy! – Popchnęłam Lavi’ego i Allen’a w stronę mojego pokoju.
- Dlaczego tak szybko zwiałaś? – Spytał Lavi.
- Żeby nie dać im czasu na odpowiedź. Muszą iść razem i już.
- Jak chcesz. Tylko żeby potem się nam nie oberwało.
- Spokojnie, nie oberwie.



[1] Z japońskiego – cześć, hej
[2] Stosowane jako „prawda?”, np. „Przyjdziesz dzisiaj, prawda?”


---
I jak się podoba pierwsza część? ^^ I jakby ktoś miał jakieś wątpliwości: nic nie ćpałam xD
Do napisania! ^w^



środa, 28 stycznia 2015

Ohayappu~

Yo! ^w^ A więc jest to blog stworzony do pisania fanfic'ów ^^
Tło będzie się zmieniać w zależności od tego z czego będę pisać fic xD]
Post krótki, bo krótki, nie mam zamiaru się rozpisywać, tyle XD
Do napisania! ^w^