środa, 25 marca 2015

Zeswatajmy ich! ~ cz.3

Dobra. Zanim zaczniecie czytać, to (jak sami zauważycie) zmieniłam styl. Zamiast dawać po myślniku, kto co gada, to macie przed wypowiedzią. Tak, jestem leniem. A poza tym piszę to sobie, bo lubię, więc styl dowolny~
Wyszło krótko... Życie ;w;






***Ashe***
Allen: Ashe, Kanda, uspokójcie się!
Kanda i Ashe: Urusai!
Lavi: Allen ma rację! Wyruszamy na misję!
Ashe: O nie, nie jadę z nim!
Kanda: Nie jadę z nią!
Allen: Zachowujecie się gorzej od dzieci…
Ashe: Ty nie jesteś lepszy.
Kanda: Ty nie jesteś lepszy, moyashi.
Tiedoll: Yu, uspokój się i nie kłóć z towarzyszem.
Ashe: My się nie kłócimy, tylko trochę głośniej wyrażamy swoje zdanie na temat zachowania i inteligencji drugiej osoby. Równie dobrze, mogło paść na was.
Lavi: Czemu ja ci nie wierzę?
Ashe: Bo jesteś zającem. Zające nikomu nie wierzą.
Allen: O! Marie i Miranda!
Marie: Przepraszamy za spóźnienie.
Miranda: Komui trochę za bardzo się rozgadał.
Tiedoll: Idziemy?
Wszyscy: Hai! – Wszyscy ruszyli za Marie i Mirandą. Ja z Kandą trochę się ociągaliśmy.
***Lavi***
Allen: Co się tak na nich cały czas gapisz?
Lavi: Jeszcze przed chwilą chcieli się rozszarpać, a teraz zachowują się jak para i idą 30 metrów w tył.
Allen: Para? – W tym momencie popatrzył się na mnie jak na ostatniego idiotę. Dopiero teraz zrozumiałem głupotę moich słów.
Lavi: Nie ważne. Zapomnij o tym.
Kanda: W sumie, jakby nie patrzeć to masz rację. Ashe się śmieje, a poza tym na pewno coś ukrywają skoro rozmawiają o tym 30 metrów od nas.
Lavi: Allen nie mów mi, że…
Allen: Ha? W życiu!
Lavi: Wiesz w ogóle o czym myślałem?
Allen: O tym, że się zakochałem w Ashe i jestem zazdrosny?
Lavi:  Już się o nic nie pytam.
Po chwili lewe oko Allen’a się aktywowało.
***Ashe***
Przed sobą zobaczyliśmy kilka Akum na 1 poziomie.  Oczywiście najpierw ruszyli Kanda i Allen, więc stwierdziłam, że nie będę się wysilać i zostawię je im (Bo po co? xD). Po jakiś pięciu minutach nie było ani jednej.
Ashe: Akumy na 1 poziomie są już dla was za łatwe?
Nie uzyskałam odpowiedzi, szkoda. Jednak nie było nam dane za długo stać bezczynnie. Pojawiły się Akumy na poziomie 2 oraz 1.
***To co się działo w Zakonie, podczas, gdy Ashe zaczęła się kłócić z Kandą***

***Miranda***
Szukałam właśnie Marie'go z powodu wezwania Komui'ego. Spotkałam Lenalee-chan.
Miranda: Lenalee-chan, mam do ciebie pytanie.
Lenalee: Tak, Mirando?
Miranda: Widziałaś gdzieś Marie'go?
Lenalee: Chyba był niedaleko twojego pokoju.
Miranda: Dziękuję, Lenalee-chan. - Poszłam od razu w kierunku swojego pokoju. Zajęło mi to trochę czasu, ponieważ kilka razy się wywaliłam (T^T).
***
Zobaczyłam Marie'go.
Miranda: Marie!
Marie: Miranda, szukałem cię.
Miranda: Ja ciebie też, ale mów pierwszy.
Marie: Dzisiaj jest 1 styczeń, prawda?
Miranda: Tak.
W tym momencie Marie dał mi małe pudełeczko, na co się zaczerwieniłam.

Miranda: A... e... Dzi-dziękuję.
Marie: Nie ma za co. Co chciałaś mi powiedzieć?
Miranda: Ach! Komui nas wzywa.



________________________________________________

Zniszczyyyyłaaaaaam T^T Gomensaaaaiiiiiiii, ja nie chciałam T^T
Ale już lepiej nie potrafię, wybaczcie mi T^T
Do zobaczenia, w czwartej (na szczęście ostatniej) części, tego fic'u!




niedziela, 15 marca 2015

Zawieszenie

Otóż, zawieszam bloga. Ogólnie robię przerwę od internetu.
Nie mam weny, ani chęci.
Tyle.
Pa.



sobota, 31 stycznia 2015

Zeswatajmy ich! ~ cz.2

***Miranda***
Wraz z Marie, poszłam na zakupy o które poprosił nas Jerry. Cały czas zastanawiałam się nad tym, dlaczego Ashe, Lavi i Allen tak szybko poszli.
- Martwisz się czymś? – Spytał nagle Marie. Trochę się wystraszyłam.
- A… Nie, tylko myślę nad tą ucieczką Ashe… - Uśmiechnęłam się zakłopotana.
- Może musiała jeszcze coś zrobić?
- Może… Ale Lavi’ego i Allen’a pchała jak najmocniej mogła.
- Nie przejmuj się. Nikt nigdy do końca nie zrozumiał i nie zrozumie Ashe.
- Może masz rację… - Znów się uśmiechnęłam i dalszą drogą rozmawialiśmy o wszystkim i niczym. Kiedy doszliśmy do sklepu i zrobiliśmy potrzebne zakupy, zaczęliśmy powoli wracać do Zakonu.
W połowie drogi… Wywaliłam się!
- Ach, przepraszam, Marie!
- Nic się nie stało, przecież zakupy da się pozbierać. – Uśmiechnął się.
- Przepraszam! Przepraszam! – Byłam bliska płaczu. Siedziałam na kolanach i miałam twarz zakrytą dłońmi. W pewnym momencie Marie położył rękę na moich plecach i mnie głaskał.
***Ashe***
Razem z Królikiem i Allen’em, staliśmy za drzewem i obserwowaliśmy.
- No już! Przytul ją! – Powiedziałam na tyle cicho, żeby Miranda i Marie mnie nie usłyszeli, ale towarzysze tak.
- Tobie się chyba serio nudzi… - Odezwał się Królik.
- Zamknij się, zającu.
- Zając? To już nie jestem królikiem?
- I to ma długie uszy, i to ma długie uszy, więc ja różnicy nie widzę.
- Ale jedno jest udomowione, a drugie nie.
- No, a ty jesteś w połowie taki i, w połowie taki, więc jesteś zarówno królikiem jak i zającem.
- A ty mendą.
- Zające głosu nie mają, więc siedź cicho.
- Mendy też.
- Uspokójcie się! – W końcu wkurzył się Allen. – Przez was straciliśmy Mirandę i Marie z oczu!
- To jego wina!
- Moja?! To TY zaczęłaś, nie ja!
- Ale to ty kontynuowałeś!
- Zachowujecie się jak dzieci… - Westchnął Allen.
- A ty niby z Kandą jesteście lepsi? – Popatrzyłam na niego wrogo.
- Ale to co innego!
- Nie, to dokładnie to samo. – Wtrącił się Królik.
Potem już tylko Królik i Allen zaczęli się kłócić, a ja patrzyłam na boki. Pełno ludzi się koło nas zebrało, ale chyba wszyscy się bali podejść i nas rozdzielić. Nie dziwię się, wokół Allen’a i Królika była ciemna aura wściekłości.
- Ej! Dobra, spokój! Ludzie się na nas gapią… - Na te słowa na chwilę poprzestali się kłócić i rozejrzeli dookoła. – Wracajmy do Zakonu.
Oni kiwnęli tylko głowami i ruszyliśmy w drogę powrotną. Szkoda, że nie udało się do końca obserwować poczynań Mirandy i Marie, ale było blisko. W czasie marszu, pogodziliśmy się.
- Więc co robimy dalej? – Spytał Lavi.
- Hm… Zobaczymy, na razie nie mam pomysłu. Ale na pewno ich zeswatam! – W tym momencie wpadłam na Generała Tiedoll’a i Kandę.
- Ohayo Kanda, Dzień dobry Generale. – Zaczął Allen.
- Co ty knujesz? Kogo chcesz zeswatać? – Na twarzy Kandy malowało się zdenerwowanie.
- Nie twój interes, Kanda. – Odpowiedział za mnie Allen. Znowu się zaczyna.
- Nie ciebie pytam, moyashi[1].
- Mam na imię Allen, baka Kanda[2].
- Oi[3], uspokójcie się. – Wtrącił się Lavi.
- Zamknij się, bo utnę ci łeb! – Krzyknęli jednocześnie.
- Generale Tiedoll, niech pan coś zrobi! – Zwróciłam się do Generała i jednocześnie mistrza Kandy.
- Wybacz, ale nawet ja nie mogę nic zrobić.
- Dobra, więc już nie żyją. – Powiedziałam i stanęłam między Kandą i Allen’em. – Uspokójcie się wreszcie! Kanda, ile ty masz lat? Jesteś starszy od Allen’a, powinieneś dawać mu przykład. Allen, jeszcze niedawno wkurzyłeś się na mnie i Lavi’ego, że zachowujemy się jak dzieci, a teraz sam nie jesteś lepszy. Więc oboje z łaski swej, zamknijcie się.
- Tsk. – Oboje na mnie syknęli (jak zawsze), ale zrezygnowali z kłótni.
- Kogo chcesz zeswatać, Ashe? – Spytał Generał.
- E… A może o tym zapomnimy? – Uśmiechnęłam się blado.
- Tchórz. – Powiedział Kanda.
- Urusai, bakayaro[4].
- Co żeś powiedziała?
- Głuchy jesteś? A nie, czekaj, przepraszam, zapomniałam, że twój mózg myśli powoli. – Na te słowa wyjął Mugen’a.
- Odszczekaj to. – Przyłożył mi katanę do szyi.
- Myślisz, że się ciebie wystraszę? Ja nie Lavi, Allen, Lenalee, ani żaden inny z Zakonu.
- Oi… - Zaczęli wszyscy.
- Zamknąć się! – Krzyknęliśmy oboje, a potem popatrzyliśmy na siebie z mordem w oczach.
- A mnie karci, za kłótnie z Kandą. – Powiedział Allen.
***Allen***
Ashe i Kanda zaciekle się kłócili i nawet Generał ich nie rozdzielił. Ja i Lavi się baliśmy się tej dwójki demonów, a Generał nie potrafił.
W pewnym momencie usłyszeliśmy golema Generała.
- O co chodzi, Komui? – Spytał Generał Tiedoll.
- Są z tobą, Kanda, Ashe, Allen i Lavi, Generale?
- Tak.
- To dobrze. Wysyłamy was do walki z Akumami. Dołączą do was również Marie i Miranda.
- Komui. – Zacząłem. – Ale mamy pewien problem. Ashe i Kanda się kłócą i nie umiemy ich rozdzielić.
- To nie moja sprawa. Sami to załatwiajcie. Wkrótce przyjdą do was Miranda i Marie i powiedzą, gdzie macie ruszać.
- Hai[5]. – Krzyknęliśmy wszyscy.




[1] Z jap. – kiełek fasoli
[2] Z jap. – głupi Kanda
[3] W japońskim używane jako, np. „hej, spokojnie”
[4] Z jap. – Zamknij się, debilu
[5] Z jap. – dobrze


----
Cóż, wiem, że jest mało Mirandy i Marie, ale nic nie poradzę ;w; Tak wyszło...
Ale ogólnie jak się Wam podoba? ^w^
Do napisania!




piątek, 30 stycznia 2015

Zeswatajmy ich! ~ cz.1

                O siódmej rano zadzwonił budzik. Jak ja go nienawidzę… Powoli otwarłam oczy i rozciągnęłam się na łóżku, przy okazji ziewając.
Ubrałam się w uniform jak zawsze i poszłam na śniadanie.
- To co zwykle. – Rzuciłam do Jerry’ego.
- A może jednak dzisiaj zechcesz zjeść coś innego?
- Zawsze się mnie o to pytasz i zawsze moja odpowiedź brzmi: nie. Poddasz się wreszcie? – Uśmiechnęłam się.
- Nigdy. Przekonam cię, żebyś ruszyła coś innego niż tą sałatę.
- Na sałacie też się da żyć.
- A co ty, królik?
- Ja nie Lavi! – Nabrałam powietrza do ust. Po czym je wypuściłam. – A teraz dawaj tą sałatę, głodna jestem.
Kiedy Jerry podał mi miskę zerknęłam w bok, żeby zobaczyć czy ktoś stoi i… Stał. Lavi. Nie żyję. Patrzył na mnie jakbym mu wybiła całą rodzinę, a jego torturowała dopóki sam nie uciekł. I teraz chce się zemścić.
- A ty, co w takim złym humorze? – Spytałam. Ten zając nigdy się tak nie wkurzał jak mówiłam mu „królik”.
- Nie wyspałem się.
- A to ty się kiedykolwiek wysypiasz? – Spojrzałam na niego pytająco.
- To co zwykle? – Wtrącił się Jerry, a Lavi pokiwał głową.
- Tak. – Wziął liść sałaty z mojej miski.
- Ej! To moje, króliku!
- Teraz już nie. – Pokazał mi język. Popatrzyłam na niego morderczo, a on dalej się uśmiechał. Gdy Jerry dał mu jego śniadanie oboje zaczęliśmy szukać Allen’a wzrokiem.
Po chwili zauważyliśmy białowłosego i poszliśmy w jego stronę.
- Ohayo[1], Allen. – Powiedzieliśmy jednocześnie.
- Ohayo, Ashe, Lavi. – Uśmiechnął się niewinnie. I z nutką niewyspania.
- Rozumiem, że wszyscy są niewyspani.
- Wy też? – Spytał się.
- Lavi tak, a ja zawsze jestem niewyspana. – Cała nasza trójka się uśmiechnęła.
- Swoją drogą to widzieliście Lenalee? – Zapytał Lavi.
- Hm… Jak dobrze pamiętam to dzisiaj miała pomóc Komui’emu. – Stwierdziłam.
- No tak, Komui i jego kompleks młodszej siostry. – Uśmiechnął się i zaczęliśmy jeść. Allen i Lavi zaczęli o czymś rozmawiać, ale ja jak to ja – wolałam myśleć kompletnie o czymś innym.
W pewnym momencie zauważyłam Marie i Mirandę. Rozmawiali o czymś, a Miranda się śmiała. Jakby się tak przyjrzeć, to do siebie pasują.
Chwilę na nich popatrzyłam i wpadłam na genialny plan.
- Czemu oczy ci się świecą? – Spytał Allen, patrząc na mnie pytająco. Po tym pytaniu również Lavi zerknął na mnie z zaciekawieniem. Ja tylko uśmiechnęłam się „niewinnie” (w moim wykonaniu wyglądało to tak, jakbym właśnie wpadła na pomysł jak wykorzystać tą dwójkę siedzącą koło mnie).
- Co ty znowu knujesz?
- Nic takiego. Powiem wam po śniadaniu. Przyjdziecie do mojego pokoju, ne[2]?
- Dobra. – Odpowiedzieli oboje.
Szybko zjadłam moją sałatkę i poszłam do swojego pokoju. Wcześniej mówiąc jeszcze Allen’owi i Lavi’emu, żeby przyszli za dziesięć minut. I spędziłam te dziesięć minut na ogarnianiu pokoju.
Weszli bez pukania i od razu przeszli do rzeczy.
- Więc? O co chodzi? – Zapytał Allen.
- Usiądźcie sobie. – Wskazałam na łóżko. Wykonali moje polecenie i usadowili swoje cztery litery na materacu.
- Powiedz, bo nie wiem czy mam się bać. – Powiedział Lavi.
- Co myślicie o tym, żeby Marie i Miranda byli ze sobą? – Podobnie, do chłopaków, nie owijałam w bawełnę.

***Lavi***
Byłem w szoku. Pytanie Ashe poważnie mnie zdziwiło. Czy ona naprawdę planuje zeswatać tą dwójkę?
- Nudzi ci się? – Spytałem.
- Nie, po prostu twierdzę, że do siebie pasują.
- Ashe… - Westchnął Allen.
- Oj no weźcie! Przecież do siebie pasują! – Przez chwilę wszyscy milczeliśmy. Ashe była naburmuszona.
- Może faktycznie masz rację… - W końcu się odezwałem. – Tylko jak masz zamiar ich zeswatać?
- Allen? – Ashe zwróciła się do białowłosego. – Wchodzisz w to?
- Mam inne wyjście?
- Nie. – Ashe się uśmiechnęła.
- Więc? – Ponowiłem pytanie.
- Mam pewien plan, ale jednak trochę się będziemy musieli namęczyć.
- Kiedyś ci się za to oberwie. – Stwierdziłem.
- Zobaczymy. – Pokazała mi język. – Chodźcie do Jerry’ego.
***Ashe***
Oboje grzecznie wykonali moje polecenie. Cała nasza trójka po chwili znalazła się na stołówce.
- Hej, Jerry. – Uśmiechnęłam się.
- Co was tutaj sprowadza, hm? Jeszcze nie pora na obiad.
- Chcielibyśmy się spytać czy nie brakuje ci produktów żywnościowych.
- Ano, brakuje. Możliwe, że przy apetycie Allen’a zabraknie mi trochę na obiad. – Wszyscy zerknęliśmy na Allen’a.
- Nic na to nie poradzę.
- A co? Chcecie mi pomóc?
- Powiedzmy.
- Co ty znowu knujesz? – Spytał mnie Jerry.
- Czy zawsze muszę coś knuć?
- Tak. Ty zawsze coś knujesz.
- Zamknij się, króliku. – Zerknęłam na niego z mordem. – Chcę zeswatać Marie i Mirandę.
Na te słowa Jerry o mało co nie przywołał wszystkich w Zakonie do stołówki. Przypomniało mi się jak, pierwszy raz spotkał Allen’a.
- Uuaaaaaaa… - Jego głos pomału ucichł, ponieważ Allen i Lavi położyli dłonie na jego ustach.
- Słuchaj, nie możesz się nikomu wygadać, jasne? – Jerry pokiwał głową. – Dasz mi listę zakupów? Wyślę Marie i Mirandę.
Szybko napisał listę zakupów i wręczył mi ją. Kiwnęłam głową na znak „dzięki” i poszłam z dwójką moich towarzyszy poszukać Marie i Mirandy. Na szczęście ostatnio chodzą razem, więc łatwo ich znaleźć.
- Ohayo, Marie, Mirando. – Uśmiechnęłam się, jak twierdzi Lavi, uroczo.
- Ohayo, Ashe. – Odpowiedziała mi Miranda.
- Jerry ma do was prośbę.
- Jaką? – Zdziwiła się Miranda.
- Chciałby żebyście poszli razem na zakupy, ponieważ pomału kończą mu się produkty. Tu macie listę. Tak, więc my się już zwijamy! – Popchnęłam Lavi’ego i Allen’a w stronę mojego pokoju.
- Dlaczego tak szybko zwiałaś? – Spytał Lavi.
- Żeby nie dać im czasu na odpowiedź. Muszą iść razem i już.
- Jak chcesz. Tylko żeby potem się nam nie oberwało.
- Spokojnie, nie oberwie.



[1] Z japońskiego – cześć, hej
[2] Stosowane jako „prawda?”, np. „Przyjdziesz dzisiaj, prawda?”


---
I jak się podoba pierwsza część? ^^ I jakby ktoś miał jakieś wątpliwości: nic nie ćpałam xD
Do napisania! ^w^



środa, 28 stycznia 2015

Ohayappu~

Yo! ^w^ A więc jest to blog stworzony do pisania fanfic'ów ^^
Tło będzie się zmieniać w zależności od tego z czego będę pisać fic xD]
Post krótki, bo krótki, nie mam zamiaru się rozpisywać, tyle XD
Do napisania! ^w^